› Aktualności
17:01 / 13.01.2020

"Byle ktoś się zatrzymał i pogadał" - czyli historia Pani Władzi ze Szkaradowa

Pani Władysława ma 87 lat. Musi pokonać kilkadziesiąt metrów, by nalać do wiaderka wodę, zanieść ją do domu, a potem zrobić sobie herbatę. Za toaletę służy jej... drewniany wychodek za płotem.
Mieszka w trudnych warunkach, w prawie 100-letnim domu. Mimo tego, jak twierdzą członkowie rodziny, seniorkę trudno nakłonić do jakikolwiek zmian w jej otoczeniu. Ona sama mówi, że niczego jej nie brakuje, poza kontaktem z drugim człowiekiem.


Szkaradowo - największa w powiecie wioska z pięknymi posesjami i chodnikami. Pomiędzy nimi jedna z bram prowadzi do domu pani Władysławy. Przekraczając ją ma się wrażenie, że cofamy się do początku XX wieku. Przed ślicznym, ale zaniedbanym drewnianym domkiem na plastikowym krześle siedzi jego właścicielka. Obok budynku, za pochylającym się płotem stoi, również drewniana i rozpadająca się... latryna.

- Do pompy w studni podłączony jest już prąd, więc nie muszę się teraz już tak męczyć, żeby pobierać wodę - mówi pani Władysława, pokazując w głębi ogrodu ukrytą instalację, okrytą starymi kurtkami, żeby... nie zamarzła.

W drewnianym domu pani Władysława zamieszkała razem z rodzicami i rodzeństwem zaraz po wojnie, jak wrócili z wygnania - spod Trzebnicy.

- Ten dom budował w czasie wojny Niemiec - podobne były jeszcze, m.in. w Golejewku, Chojnie i Słupi Kapitulnej - wspomina.
Dodaje, że mieli wówczas aż 15 hektarów ziemi. - Potem tata podzielił to wszystko między nas - całe rodzeństwo, a było nas 9 - mówi pani Władysława, wskazując na sąsiedni murowany pustostan.

- To dom należący do nieżyjącego już brata, który wybudował go na ziemi otrzymanej od rodziców. Przed śmiercią nikomu tego nie zapisał, a sam był kawalerem. Sprawa jest trudna, bo było nas wielu, więc stoi puste i niszczeje. Sama po rodzicach dostała drewniany, rodzinny dom. 

Kiedy przekraczamy próg chaty, pani Władzia pokazuje nam nowe, metalowe drzwi, które dzień wcześniej wstawiła jej rodzina. Po zrobieniu dwóch kroków jesteśmy już w dużym pomieszczeniu. To tu jest serce domu. Na środku stoi angielka, a obok niej koza.

- Nie pamiętam już kiedy ten piec był remontowany przez zduna, dlatego ogień robię w tym metalowym piecu, ale ostatnio tak mi się dymiło, że musiałam szybko zgasić ogień. Jak szłam spać, to musiałam założyć dwie bluzki, żeby mi było cieplej - mówi.

Obok stoi wiaderko z węglem, leży sterta gazet i drewna. Przyznaje, że z jednego pokoju zrobiła magazyn, a w drugim ma sypialnię. Łazienki jednak próżno szukać, bo jej po prostu... nie ma. W kuchni zamiast umywalki, jest miednica. Przy niej jedno wiadro z czystą wodą, a drugie na nieczystości. Na kuchennych szafkach stoją ciastka i drożdżówki. Jak twierdzi, okien nie myje, bo boi się, że jak je otworzy, to mogłaby ich... nie zamknąć. Telewizor ma, ale za często go nie ogląda. Woli poczytać gazety.

Od wiosny do jesieni uwielbia spędzać czas w przydomowym ogródku. Opiekunki nie chce. - Póki co, nie potrzebuję wielkiej pomocy - sama jeszcze rowerem jadę po chleb. Prędzej pójdę do domu starców. Póki mi siły wystarczy, to chcę jednak mieszkać w Szkaradowie - zaznacza.

Na pytanie, czego pani Władzia najbardziej potrzebuje - odpowiada: „Kontaktu z drugim człowiekiem”. Mimo, że tak naprawdę potrzeb ma wiele - od tych podstawowych, jak bieżąca woda czy łazienka, to ona nic nie chce. Tylko, żeby ktoś jej poświęcił trochę swojego czasu - odwiedził ją i porozmawiał.

Rodzina pani Władysławy publicznie nie chce się wypowiadać. Jak twierdzi jedna z osób, z którymi rozmawialiśmy, 87-latkę trudno nakłonić do jakichkolwiek zmian w jej otoczeniu. Jednak, jak ustaliliśmy, w tym miesiącu do domu, w którym mieszka seniorka zostanie podłączona woda. 

32
0
oceń tekst 32 głosów 100%